Stories by Son Yume...

...czyli masa opowiadań spisanych przez starą blogową wygę.

Aktualności

Dnia 26 sierpnia br. ukazała się kolejna notka opowiadania "You make me more human" - zapraszam do lektury :)

Kolejny rozdział:
Status - 10%
Przewidywana data publikacji - ?
Obsługiwane przez usługę Blogger.

26.08.2016

III - Wyznanie

3 komentarze:
Bar za godzinę miał być otwierany, kiedy całkiem się ściemni, i wtedy zaczynałam swoją zmianę. Ale wiedziałam, że Eric na pewno już rezyduje w lokalu jak tylko słońca już nie było na niebie, ale wciąż lekko jeszcze jaśniało.
Wpadłam jak burza przez frontowe drzwi, zauważyłam że Northman siedział przy jednym ze stolików razem z Pam i barmanem, Longshadowem – co za durne imię! Nawet jak na wampira.
- Panna Stackhouse- rzucił lekceważąco Eric patrząc na mnie z durnym uśmiechem.
Bez słowa podeszłam do niego, rzuciłam w niego kopertą oraz kluczykami od samochodu i pochyliłam się nad nim.
- Nie wiem co to miało na celu, ale nie życzę sobie więcej taki akcji- wysyczałam zaraz przy jego twarzy- i cofam twoje zaproszenie do mojego domu- wyprostowałam się.
Bez słowa ruszyłam do szatni, gdzie ku swojemu zaskoczeniu zastałam w niej Nikki i Ginger, której nie widziałam od kilku dni.
- Ty już tutaj?- zdziwiła się Nikki widząc, że jestem nie tylko na czas, ale i przed czasem- coś się stało?- spytała widząc moją wkurzoną minę.
- Szkoda gadać- mruknęłam powstrzymując się od płaczu, na który miałam ochotę.
- Ty- w drzwiach szatni stanęła Pam. Żadna z nas nie wiedziała do kogo się zwraca, więc wszystkie trzy odwróciłyśmy się w jej stronę- brunetka, która rzuca w szefa kasą- patrzyła na mnie i wiedziałam że mojej „rozmowy” z Eric’iem będzie ciąg dalszy, na który nawiasem mówiąc się nie nastawiałam.
A głupia byłam, przecież jak się powie A to ktoś powie B, logiczne prawda? Oczywiście, ale jak ktoś działa w amoku to nie myśli za wiele.
Wolałam sobie podarować tekst „mam imię” bo na pewno by powiedziała, że ma to w dupie – standardowa odzywka Pam.
- Coś nie tak?- odwróciłam się do swojej szafki i ściągnęłam z siebie koszulkę aby założyć firmową.
- Eric chce cię widzieć- odwróciła się na pięcie i wyszła.
- Coś ty znowu narobiła?- Nikki odezwała się zaraz po tym jak tylko Pam zniknęła z horyzontu- ledwo co wróciłaś do pracy i znowu lądujesz na dywaniku?
- Nie zrobiłam nic bez powodu- mruknęłam i skierowałam się do wyjścia.
Już byłam przy drzwiach kiedy Nikki chwyciła mnie za rękę i zatrzymała. Odwróciła mnie w swoją stronę i jej uwagę przykuła moja szyja.
- Byłaś wczoraj z jakimś wampirem?- zdziwiła się widząc ślady ugryzienia.
- Nie byle jakim wampirem- wtrąciła się Ginger śmiejąc się jakby mi gratulowała- z samym nordyckim bogiem- kolana się pod nią ugięły kiedy tak marzyła na jawie- jak ja ci zazdroszczę.
- Eric?- zdziwiła się Nikki, patrząc na mnie z przerażeniem wypisanym na twarzy- dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Nie ma o czym- wyrwałam się lekko z jej uścisku i wyszłam z szatni.
Dałam im powód do plotek przez najbliższy tydzień. Westchnęłam nieporadnie i przeszłam przez salę kierując się do biura Eric’a. Nikki miała rację, znowu lądowałam na dywaniku, ale tym razem za coś konkretnego. W końcu kto normalny rzuca w szefa, tysiącletniego wampira, kopertą wypełnioną kasą i kluczykami do luksusowego samochodu, który prowadzi się jak marzenie? No nikt, tylko ja – ale do normalnym raczej się nie zaliczam.
Weszłam do biura i bez słowa stanęłam przed biurkiem Eric’a, czekając na to co ma mi do powiedzenia. Na biurku, stojącym między nami leżała nieszczęsna koperta i kluczyki od cholernego samochodu.
- Pam- Eric w ogóle nie patrzył na swoją protegowaną i jednym krótkim słowem kazał jej wyjść- masz jakiś problem?- spytał natychmiast jak tylko drzwi się za nią zamknęły.
- Mam- odpowiedziałam hardo. Naprawdę musiałam być totalną kretynką będąc tak bezczelną do tysiącletniego i bardzo silnego wampira. W zasadzie to byłabym idiotką gdybym się tak zachowywała względem KAŻDEGO wampira. No cóż- czy ja wyglądam jak prostytutka?
- Co?- dla odmiany na jego twarzy nie było obojętności, ani tego durnowatego uśmieszku, tylko zdziwienie.
- Pytam się czy wyglądam jak prostytutka skoro postanowiłeś mi zapłacić za wspólnie spędzoną noc?- wściekłość jaka we mnie tkwiła znalazła chyba możliwość ujścia i powoli ze mnie ulatywała poprzez podnoszenie głosu, co mogło skutkować wrzaskiem i być może nawet rękoczynami.
- Nie chciałem cię urazić- w ułamku sekundy stanął przede mną. Gdybym znała go lepiej to może byłabym w stanie określić czy jest mu przykro i głupio.
- To po jaką cholerę dałeś mi tyle kasy? Nie wspomnę o aucie dla mojej siostry!
- Od dawna chciałaś odwiedzić swoją babcie, ale nie masz czym do niej zajechać.
- Skąd ty w ogóle o tym wiesz?- z tego wszystkiego zapomniałam się zapytać Nikki czy rozmawiała z Eric’iem na mój temat.
- Odbyłem szczerą rozmowę z Nikki- uśmiechnął się szelmowsko.
- A jakże by inaczej- mruknęłam- jej też podziurawisz mózg, jak Ginger?
- Tu się zdziwisz- wysyczał, chyba bo wkurzyło że już od razu założyłam, że ją zauroczył- ale nawet nie musiałem jej zauroczyć. Wystarczyło grzecznie zapytać. Później tylko wymazałem jej z pamięci tą rozmowę.
- Po co w ogóle z nią o mnie rozmawiałeś, co?- westchnęłam z dezaprobatą na wieść o wypranym mózgu koleżanki.
- Żeby cię lepiej poznać- i powrócił do obojętnego tonu.
- To mogłeś pogadać ze mną, a nie przeprowadzać wywiad środowiskowy- mruknęłam stając na palcach chcąc mu dorównać, jednak wciąż mi trochę brakowało aby nasze oczy znajdowały się na tej samej wysokości nad poziomem morza- z resztą to przecież była tylko jednorazowa przygoda, nic więcej, prawda?
Nic nie powiedział.
- Chciałeś spróbować mojej krwi, a ja się zgodziłam wbrew wszelkim swoim przekonaniom- odwróciłam się w stronę drzwi- tak więc powróćmy do stosunków czysto biznesowych i nie mówmy o tym więcej- wyszłam z biura nawet nie czekając na to co ma do powiedzenia.
Gdyby była tu Sookie na pewno by wyczytała w moich myślach że byłam lekko zawiedziona obrotem spraw, więc cieszyłam się że jej nie było bo nie potrzebowałam teraz litowania się nade mną.
Łzy cisnęły mi się do oczu, ale sama nie wiedziałam dlaczego. Bo tak zostałam potraktowana czy może dlatego, że zaprzepaściłam możliwość na jakiegoś rodzaju związek, który pomógłby mi odreagować wszystkie życiowe stresy?
Kiedy weszłam do szatni Nikki nigdzie nie było, zamiast tego zastałam Ginger ubierającą się w swój zdzirowaty mundurek, który odsłaniał więcej niż powinien. Była jedną z tych totalnie zakochanych w wampirach fanatyczek, które nie miały żadnej kończyny nie pogryzionej przez nieśmiertelnych.
- Ginger, skąd wiedziałaś, że wczoraj noc spędziłam z Eric’iem?- spytałam lekko, podchodząc do niej.
- Ja jej powiedziałam- znikąd pojawiła się Pam. Czy ja mogłam mieć choć odrobinę spokoju?!- nie lubię cię, ale Eric wydaje się być tobą zainteresowany- wyglądała jakby lekko złagodniała- teraz, bierzcie się do roboty.
Nie często zajmowałam się przygotowaniami lokalu do otwarcia toteż czasami błądziłam jak dziecko we mgle nie wiedząc co powinnam zrobić z tym lub tamtym. W zasadzie to jeszcze chyba nigdy nie otwierałam lokalu, zawsze przychodziłam godzinę po otwarciu i zostawałam do zamknięcia.

- Dobra- około północy Nikki podeszła do mnie i o mało co nie uderzyła tacą o bar, kładąc ją na blacie- co zaszło między tobą a Eric’iem, przez cały wieczór gapi się na ciebie jak głupi.
- Ginger już wszystko powiedziała- mruknęłam, naprawdę nie miałam w ogóle ochoty o tym rozmawiać, a Nikki postanowiła wyciągnąć ze mnie ile się dało- przespaliśmy się i koniec tematu.
- Dlatego chodzisz taka naburmuszona cały czas?- spojrzała na mnie z cwaniackim uśmiechem- no dalej, nie powiesz mi chociaż jak było- szturchnęła mnie lekko, a jej uśmiech stał się jeszcze bardziej cwaniacki; jeśli to w ogóle było możliwe.
- Było- nie wiedziałam jakiego słowa użyć- nieziemsko- powiedziałam w końcu, zgodnie z prawdą, uśmiechając się lekko. Moja twarz na pewno przybrała lekko różowy kolor, co z resztą czułam.
- Uśmiechnął się!- Nikki prawie zapiszczała mi do ucha- czyli nie tylko na ciebie patrzy, ale też przez całą noc słucha.
Odwróciłam się w stronę Eric’a i spojrzałam na niego z lekkim wyrzutem.
Trochę prywatności, pomyślałam z irytacją – zupełnie jakby miałby mnie usłyszeć. Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do swoich zajęć. W tym przypadku było to zaniesienie dwóch butelek Tru Blood 0RH- do jednego ze stolików, przy którym siedziało dwóch mężczyzn, wampirów.
- Trochę musieliśmy czekać- rzucił oschle jeden. Był tutaj po raz pierwszy, w innym przypadku bym go zapamiętała. W końcu nie codziennie widuję łysych facetów w wytatuowaną głową i kolczykami w twarzy.
- Przepraszam za utrudnienia- uśmiechnęłam się najserdeczniej jak potrafiłam stawiając przed nimi butelki z syntetyczną krwią.
- Musiałaś sobie poplotkować, zaniedbując klientów- odezwał się drugi, z wyraźnie irlandzkim akcentem. Nie mógł być zbyt starym wampirem, na to wychodzi. W przeciwnym wypadku wyzbył by się całkowicie swojego akcentu. Tak jak Eric, który oryginalnie pochodził ze Szwecji.
- Naprawdę przepraszam- starałam się udawać skruchę, ale jak mogłam to zrobić kiedy dwóch facetów czepiało się mnie o dosłownie minutową rozmowę, którą przeprowadziłam z koleżanką z pracy. Może rozmawiałyśmy o rzeczach biznesowych? No chyba, że słuchali, wtedy to inna inszość.
Chciałam odejść od ich stolika, dygając lekko, kiedy łysy mężczyzna chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął do siebie. Między mną a nim znajdował się stolik toteż uderzyłam z niego z całym impetem, nadziewając się na brzuch. Myślałam, że zemdleje z bólu jaki przeszył moje ciało.
- Przeprosiny nie wystarczą…- wysyczał kiedy leżałam na stoliku, ledwo przytomna z bólu.
Ledwo co wróciłam do pracy, do chuja jasnego! Czemu znowu musiało paść na mnie? Przecież byłam miła do jasnej cholery i przeprosiłam za swoje zachowanie.
- Wystarczy!
Rycerz w lśniącej zbroi przybył na ratunek, pomyślałam sarkastycznie znając głos, który przerwał wampirowi to co zamierzał. Eric delikatnie podniósł mnie ze stolika i przytrzymał abym przypadkiem nie runęła na podłogę.
- Odejdź stąd. Wyrównujemy rachunki z beznadziejną kelnerką- powiedział Irlandczyk.
- Jeśli macie jakieś zastrzeżenia do moich kelnerek, to proszę je składać komuś z kierownictwa- Eric, jak to Eric, był spokojny i obojętny co nie do końca podobało się pozostałej dwójce uczestniczącej w tej rozmowie.
- Olała nas dla plotek- łysy wstał i stanął obok mnie, chwytając mnie mocno za rękę- nie będę tolerował takiego zachowania od kogoś z gorszego gatunku.
- Że co proszę?- te słowa były dla mnie jak kubeł zimnej wody.
- Uspokój się- mruknął Eric- dziewczyna nie zrobiła nic złego- zwrócił się do mojego oprawcy- jeśli będziecie łaskawi, proszę opuścić mój lokal.
- Idziemy, chodź- odezwał się drugi, lekko zdenerwowany, chyba zdał sobie sprawę że mają przed sobą dużo starszego, od siebie, wampira.
- Wyjdę, ale tylko z nią- spojrzał na mnie- żywą lub martwą- pochylił się nade mną i uśmiechnął pogardliwie, ściskając moją rękę jeszcze mocniej.
Z całą pewnością mogłam oczekiwać następnego dnia siniaka w tym miejscu.
- Zostaw ją- upomniał go Eric, wyrywając mnie z uścisku tego drugiego. Zaraz obok niego pojawiła się Pam i Longshadow. Gotowi stanąć w zaparte za swoim stwórcą i szefem.
- Słyszeliście go, wypierdalać- rzuciła Pam.
Naprawdę miałam takie szczęście i wprowadzałam takie zamieszanie, czy tylko mi się zdawało?
- Dziewczyna idzie ze mną- łysy wampir w ogóle nie zdawał przyswajać wiadomości, że jego przeciwnicy mają przewagę liczebną. I być może również wiekową. Wysunął kły gotowy zaatakować w każdej chwili. Eric i jego świta zrobili to samo.
A w samym środku tego wszystkiego stałam ja, niewinna dziewczyna, która nic nie zrobiła. Moim zdaniem, przynajmniej.
- Ona jest moja- warknął Eric, a mnie wryło w ziemię na te słowa.
Kiedy wampir mówił o człowieku, że do niego należy to tak jakby deklarował względem niego swojego rodzaju związek. Cóż najwyraźniej właśnie się dowiedziałam, że ja i Eric jesteś czymś na wzór pary.
- Oni są od nas dużo starsi i silniejsi- Irlandczyk próbował przegadać kumplowi i chyba mu się udało, bo łysy rozejrzał się po swoich przeciwnikach i bez słowa wybiegł, jeśli tak można nazwać wampirzy krok, z baru- przepraszam za problem- dodał europejczyk i pognał w ślad za swoim kumplem.
- Do mojego biura, teraz- Northman pochylił się nade mną i zaraz potem zniknął.
Rozejrzałam się po barze i zdałam sobie sprawę, że znowu jestem w centrum wydarzeń. Pam patrzyła na mnie, ze standardową dla niej, wrogością. Longshadow wrócił za bar; Nikki patrzyła na mnie ze strachem w oczach, a Ginger? Nigdzie jej nie widziałam, więc zapewne obsługiwała jakiegoś klienta na parkingu czy gdzie ona ich tam zabierała.
Uśmiechnęłam się lekko i powędrowałam do biura Eric’a, tak jak mi polecił.
Jeśli mnie teraz nie wywali, to będzie cud, pomyślałam podchodząc do drzwi i chwytając za klamkę.
Kiedy tylko weszłam do środka, Eric natychmiast znalazł się przede mną, zamknął drzwi i przygwoździł mnie do nich, opierając obie swoje dłonie obok mojej głowy.
- Co ty sobie do jasnej cholery myślałaś?- warknął, patrząc mi prosto w oczy. Był wściekły. Na mnie? Za co, przecież zachowałam pełen profesjonalizm i przeprosiłam tych debili za swoje zachowanie; chociaż w ogóle nie powinnam bo nic takiego nie zrobiłam.
- Za co ty właściwie jesteś na mnie wściekły?- spytałam zdezorientowana jego zachowaniem- nic nie zrobiłam.
- Igrasz z ogniem, zachowując się jakbyś była nietykalna- chyba w ogóle nie słuchał co mu mówiłam.
- Nic nie zrobiłam!- krzyknęłam i chyba do niego dotarło bo jego wściekły wzrok lekko złagodniał i odsunął się ode mnie na kilka centymetrów- przeprosiłam za swoje zachowanie, ale temu kretynowi chyba przy przemianie niektóre klepki odebrało…
- O tym właśnie mówię- chwycił mnie za podbródek, mocno jeśli mogę się poskarżyć, i wysyczał- nikogo nie szanujesz, ale liczysz, że ludzie będą okazywać szacunek tobie.
- Mówisz o zajściu sprzed chwili czy o czymś innym, bo się pogubiłam- warknęłam, a on poluźnił uścisk. Poczułam znaczną ulgę kiedy mogłam spokojnie ruszać szczęką- o co ci właściwie chodzi, bo odnoszę wrażenie że sam chyba do końca nie wiesz.
Nie odpowiedział, zamiast tego ponownie przygwoździł mnie do drzwi i pocałował. Łapczywie, namiętnie, aż kolana się pode mną ugięły kiedy się ode mnie odsunął. Odwrócił się tyłem do mnie, chyba nie do końca nad sobą panował.
Przez chwilę tak staliśmy, bez słowa. Ja oparta o drzwi i wpatrzona w jego plecy, a on wpatrzony cholera wie w co. W końcu się odwrócił.
- Jesteś moja.